Co kryje testament Ericha Kocha? - Olsztynska.mobi

Home

Co kryje testament Ericha Kocha?

2013-12-28 13:37:16 (ost. akt: 2013-12-28 18:05:37)
Co kryje testament Ericha Kocha?

Autor: wu-ka

"Kochani bracie, kochana siostrzenico, drodzy krewni i przyjaciele, to moja ostatnia wola...". To początek testamentu Ericha Kocha, byłego gauleitera Prus Wschodnich, długoletniego więźnia Zakładu Karnego w Barczewie. Jest w posiadaniu kolekcjonera starych dokumentów, byłego zastępcy naczelnika więzienia.

Obecny właściciel testamentu, dzisiaj autor książek historycznych, nie chce, żeby jego nazwisko zostało ujawnione. — Wolę dmuchać na zimne, bo to cenny dokument — wyjaśnia. — Miałbym zaraz na głowie masę chętnych, którzy chcieliby to kupić. A ja obiecałem ten dokument sprzedać zbieraczowi staroci z Niemiec, który oferuje 35 tysięcy euro.

Spisany wiecznym piórem


Kolekcjoner z Barczewa wszedł w posiadaniu testamentu Kocha w czasie, gdy pracował w Zakładzie Karnym w Barczewie. W 1967 roku Koch, u którego stwierdzono raka pęcherza, trafił do szpitala więziennego w Łodzi. — Tam w gronie jego opiekunów był ktoś, kogo znałem osobiście — opowiada kolekcjoner. — W jaki sposób wszedł w posiadanie testamentu, nie wiem. Grunt, że trafił do mnie.

Wspomniany testament to jeden z kilku, które pozostawił Koch.

Dokument, opatrzony u góry, w prawym rogu podpisem "Erich Koch" i datą 1967, jest spisany wiecznym piórem. "Kochani bracia, kochana siostrzenico, drodzy krewni i przyjaciele, ta moja ostatnia wola ogłoszona zostanie na wypadek, gdybym nie przeżył mającej się odbyć jutro operacji" — od tego zdania zaczyna się testament.

— Choć leży u mnie już tyle lat, nie oddałem go jeszcze do tłumaczenia — wyjaśnia barczewski kolekcjoner. — Kupiec, z którym się umówiłem, uzgodnił, żebym i teraz tego nie robił. Z tego, co się zorientowałem, wynika, że nie ma tam mowy o Bursztynowej Komnacie, chociaż liczono, że Koch ma taką wiedzę. To wygląda raczej na dokument polityczny.

Po grobie nie ma śladu


W 1959 roku Ericha Kocha, uznanego za zbrodniarza wojennego, skazano na śmierć i osadzono więzieniu w Barczewie, gdzie takie wyroki wykonywano. Wyrok z powodu złego stanu zdrowia skazanego wielokrotnie odraczano.

Kolekcjoner z Barczewa pełnił w Zakładzie Karnym różne funkcje, przez jakiś czas był nawet zastępcą naczelnika. Obserwował Kocha na co dzień.

— Siedział w osobnej celi, sam chodził na spacery, bo więźniowie traktowali go wrogo — opowiada. — Dostawał do celi gazety polskie, w tym "Trybunę Ludu", oraz niemieckie. Wyżywienie miał takie, jak inni więźniowie. Uprawiał regularnie gimnastykę. Któregoś dnia Koch dowiedział się, że w więzieniu jest telewizor. Zażądał, by zezwolono mu oglądać programy. Dostał na to zgodę.

Kolekcjoner z Barczewa zapamiętał też, że Kocha odwiedzała tylko siostrzenica.

Z Kochem wielokrotnie próbowali rozmawiać dziennikarze, ale nie odmawiał tylko nielicznym. Zdaniem kolekcjonera, wiele rzekomych wywiadów, jakich udzielił, jest wyssanych z palca. Spotykał się regularnie tylko z ewangelickim biskupem Józefem Pośpiechem, któremu ufał.

— Ja rozmawiałem z Kochem trzykrotnie! — opowiada kolekcjoner. — Nie miał wyrzutów sumienia, tylko skarżył się, że tak długo siedzi.

Erich Koch zmarł 12 listopada 1986 roku, nie doczekawszy się ułaskawienie. Pochowano go nocą w Barczewie.

— W obecności tylko kilku osób — opowiada kolekcjoner. — Mogiłę usypano pod płotem, umieszczono na niej krzyż. Dzisiaj w tym miejscu nie ma po grobie Ericha Kocha żadnego śladu.

wu-ka

2014 © Olsztynska.mobi